Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

Rozmowa z Bogną Białecką, która mówi krótko: są setki badań, które pokazują zgubny wpływ elektroniki na dzieci i jak nie doceniamy złego wpływu elektroniki na najmłodszych:

Jędrzej Rams: Skąd się wzięło pani zainteresowanie tematem wpływu elektroniki na dzieci?

Bogna Białecka: Tak bardzo mocno zajmuję się tym od 10 lat. Wcześniej dochodziły co prawda różne sygnały, opinie, ale dopiero jak pojechaliśmy na konferencję poświęconą temu zagadnieniu, uświadomiłam sobie, jak wielkie jest to zagrożenie. Można postawić pytanie, co jest złego w tym, że dzieci po prostu lubią przysiąść chociażby przed ekranem i spędzać w ten sposób kilka godzin dziennie?

Intuicja podpowiada nam, że to nie jest do końca dobre. Pojawia się więc pytanie, czy to jest tylko problem wychowawczy i wystarczy po prostu powiedzieć dziecku „nie siedź tyle przed smartfonem” i problem sam się rozwiąże?

Dopytam o tę intuicję… Jest taka opinia, że ten problem wpływu elektroniki nie jest jeszcze do końca zbadany. To prawda?

Absolutnie tak nie jest. W tej chwili mamy już setki, jeżeli nawet nie tysiące, bardzo dobrej jakości badań nad tym problemem. Wszystkie pokazują niszczący wpływ elektroniki na życie i na rozwój dzieci! Świetnym przykładem są badania porównawcze, oparte o dane populacyjne w Stanach Zjednoczonych analizujące różne grupy wiekowe. Jest to więc gigantyczna próba porównawcza. Możemy porównywać na przykład poszczególne roczniki pod względem tych samych kryteriów zdrowia psychicznego i fizycznego, a jednocześnie biorąc pod uwagę, co się zmieniło.

Obecnie do pełnoletniości dochodzi pokolenie urodzone po 2005 roku, a więc pierwsze pełnie pokolenie, które dorasta ze „smartfonem w ręce”. I co wychodzi z badań porównawczych roczników wcześniejszych i tych po 2005 roku? Co zostało udowodnione? A chociażby związek między nadużywaniem mediów społecznościowych, a stanami depresyjnymi. Został udowodniony związek między nadmiernym uwikłaniem w gry cyfrowe, a wzrostem agresywności. Został udowodniony w ogóle związek czasu ekranowego spędzanego przez dzieci z zaburzeniami rozwojowymi na każdym poziomie. Zostało udowodnione istnienie zjawiska nazwanego Zespołem Stresu Elektronicznego. Opisano też zaburzenia koncentracji uwagi, występujące u dzieci, u których nie ma żadnych biologicznych podstaw ku temu, by to zaburzenie występowało. Występuje jedna rzecz, która u tych dzieci jest, a mianowicie wczesny, intensywny, długotrwały kontakt z elektroniką.

Jaki procent młodych ludzi dotyka ten problem?

Polska jest niestety w czołówce, takiej niechlubnej czołówce, jeżeli chodzi o wczesne dawanie dzieciom smartfonów na własność z jednoczesnym brakiem zabezpieczeń czy jakiejkolwiek kontroli nad tym. Badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej pokazują, że 2% dzieci w przedszkolach ma na własność smartfon bez żadnej kontroli rodzicielskiej.

Czy brakuje nam, dorosłym, świadomości czy może środków technicznych, by zatrzymać niszczenie dzieci?

Na początek brakuje nam wiedzy. Jesteśmy też na etapie pewnego zakochania się w elektronice. Z czasem zaczniemy dostrzegać, że nie wszystko w niej jest takie dobre, jak się wydawało. Po drugie – podczas warsztatów lubię pokazywać reklamy papierosów sprzed 40 lat. Reklamy rekomendowały np. papierosy mentolowe, bo polecałby je twój dentysta albo lekarz mówi, że są zdrowsze od innych. Dzisiaj wiemy, że tak nie jest. Dzisiaj doszliśmy do momentu, w którym na paczkach papierosów znajdują się zdjęcia zniszczonych płuc. Przeszliśmy ogromnie długą drogę, a ona zaczyna się od świadomości. Dlatego zapraszam na wykład albo po sięgnięcie po publikacje naszej fundacji.

Wierzę, że sytuacja ma szansę się zmienić, ale pierwsza musi się zmienić świadomość wśród rodziców, że elektronika nie jest neutralnym narzędziem. Jeżeli jest jej za dużo, za wcześnie i w nieodpowiedniej formie, poważnie szkodzi rozwojowi i zdrowiu fizycznemu i psychicznemu dzieci.

My, rodzice, należymy do świata którego już nie ma. Wychowywaliśmy się w świecie gdzie nie było smartfonów, mediów społecznościowych, Internetu…

To prawda. Komputery stacjonarne czy konsole do gry na telewizorze miały wiele dobrych cech np. mogły być łatwo poddawane kontroli rodzicielskiej. Dzisiaj rodzice są w o wiele trudniejszej sytuacji niż ci sprzed kilkunastu lat.

Czy jesteśmy zostawieni sami sobie z tym problemem?

Co raz więcej krajów a w nich instytucji państwowych odkrywa ten problem i tworzy różnego rodzaju zalecenia. Sporo instytucji, które zajmują się zdrowiem, które weszły ze sobą w kooperację i które opracowały takie standardy, bardzo proste zasady, porady, zalecenia dotyczące używania elektroniki. Wskazówki są oparte na badaniach, a mówią nam krótko: zadbajmy o to, żeby w życiu naszego dziecka było to, to i to w odpowiednich ilościach jakościowych i czasowych. Dla każdego przedziału wiekowego są brane pod uwagę trzy grupy aktywności: sen, aktywność fizyczna i aktywność stacjonarna (siedząca). Ta ostatnia składa się m.in. z tzw. czasu ekranowego. I teraz proszę uważać: rekomendowane jest aby ten czas do drugiego roku życia dzieci wynosił 0 minut dziennie! Zero kontaktu z jakimikolwiek ekranami!

Jakiś czas temu media informowały, że Szwecja wycofuje się z podręczników elektronicznych dla najmłodszych grupy.

Bardzo bym chciała, żeby Polska uczyła się na błędach popełnionych wcześniej przez inne kraje. Zwykle tak nie jest, ale to jest już moja osobista opinia. Ale rzeczywiście mamy coraz więcej krajów, które po wprowadzeniu takiej intensywnej komputeryzacji nauczania, obecnie rezygnują z tego. I znowu tutaj jest bardzo dobry raport UNESCO dotyczący wykorzystania technologii w edukacji. Raport mówi krótko: wprowadziliśmy używanie elektroniki w procesie edukacyjnym ale wnioski są takie, że spodziewaliśmy się czegoś innego tzn. dobrego, a tak naprawdę tylko dołożyliśmy nowych problemów, bo dzieci i tak już mają nadmiar uwikłania w technologię.

Konkluzja była taka, że lepiej w szkołach korzystać z narzędzi, na przykład zwykłych podręczników do czytanych i pisania ręcznego. Korzystanie z komputera nie idzie z korzyścią nie tylko dla osiągnięć edukacyjnych, wyników edukacyjnych, ale też zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Są badania, które pokazują, że my inaczej czytamy te same treści na ekranie i te same treści na wydrukowane. Inaczej je analizujemy, przetwarzamy. Lepiej z tradycyjnych podręczników.

Czy to co pani mówi, nie brzmi strasznie? Przecież przed nami kolejna rewolucja technologiczna w postaci sztucznej inteligencji?

Powtórzę to, co mówiłam na początku. Myślę, że musimy przejść przez ten etap zakochania w nowych technologiach, tej totalnej fascynacji i zauważyć realia, jakie są, a które nie są aż tak bardzo różowe. Jest taki etap, który musimy przejść. Potrzeba wiedzy a ta jest dostępna. Z perspektywy naszej fundacji widzę, że warto o tym mówić i że rodzice chcą wiedzieć.

[Za: wiara.pl]